Użytkownik
| Relacja z klubowej Wigilii |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| sobota, 16 stycznia 2010 11:11 |
|
W dniu 19 grudnia 2009 roku w Instytucie Duchowości Karmelitańskiej przy ulicy Rakowickiej 18a odbyła się druga w historii Wigilia Klubu Horyzont. Bracia z naszej wspólnoty mieli nadzieję na pobicie swoistego rekordu 150 uczestników. Cel został osiągnięty pomimo niesprzyjającej aury (było bardzo zimno). Przybyłych witali specjalni „agenci”. Pomysł Marcina Czarnka polegający na ubraniu starszych chłopaków w garnitury i ciemne okulary przyjęty został z entuzjazmem. Agenci okazali się pomocni głównie przy wprowadzaniu zziębniętych rodziców z dziećmi do właściwej sali, gdzie można było zdjąć kurtkę i coś zjeść. Gdy wszyscy dotarli, wymienili pierwsze uwagi oraz odnaleźli znajomych nadszedł czas na oficjalne rozpoczęcie spotkania. Wprowadzono gości do dużej sali z mnóstwem krzeseł, a przede wszystkim z dość tajemniczą sceną oświetloną na łagodne żółtawe kolory. Okazało się, że czekał już tam specjalny zespół instrumentalny, który potem umilał nam czas podczas kolędowania. Pierwszym punktem programu nie były jednak popisy muzyków, ale pokaz zdjęć z wypadu braci i kilku chłopców do Rzymu na święcenia naszych Ojców Legionistów. Z bardzo ciekawej opowieści pana Mariana Bursztyna połączonej z równie pasjonującymi slajdami dowiedzieliśmy się coś niecoś o tej bogatej w wydarzenia i owce wyprawie. Zaraz po tej pouczającej prelekcji zebrani mieli okazję obejrzeć trzy zupełnie inne przedstawienia przygotowane przez trzy drużyny klubowiczów-dwie młodsze i jedną starszą. Wszystkie spektakle oprócz tematyki bożonarodzeniowej zawierały ważne spostrzeżenia na temat przeżywania świąt przez ludzi oraz sensu całego Bożego Narodzenia. Była, więc adaptacja „Opowieści Wigilijnej” Dickensa z nieco zmodyfikowanymi dialogami, opowieść o Czwartym Królu oraz historii dwójki reporterów poszukujących prawdy o świętach, której odpowiednika próżno szukać w literaturze- scenariusz był dziełem drużyny. W przerwach między przedstawieniami można było pośpiewać kolędy, i tu z pomocą przyszedł zespół muzyczny. Nie muszę chyba dodawać, iż młodzi aktorzy byli nagradzani gromkimi brawami za ich wkład w granie postaci, kostiumy, czy scenografię. Choć nie obeszło się bez momentów krótkiego wahania (małe luki w pamięci artystów) wszyscy byli bardzo dumni i zadowoleni. Chłopcy pokazali, że jak się chce to się może. Po odśpiewaniu ostatniej kolędy i okolicznościowym przemówieniu braci, nastał czas zwyczajnego dzielenia się opłatkiem. Największą popularnością cieszyli się oczywiście opiekunowie klubu, a także Ojciec Matthew, również obecny na uroczystości. Ostatnim akordem przemieszany, co jasne z dalszymi życzeniami okazał się dość obfity poczęstunek-ciasta i inne przekąski, które wszystkim smakowały. Napisał Marek Siwek |
| Zmieniony: sobota, 16 stycznia 2010 11:14 |



